Co copywriter robi na WordCampie i dlaczego powinien tam być?

WordCamp Lublin

Na początku czerwca odbyła się w Lublinie konferencja poświęcona WordPressowi, czyli tak zwany WordCamp. Było to moje pierwsze doświadczenie tego rodzaju, pierwszy WordCamp i w ogóle pierwsza konferencja w tematyce hmm… internetowej, w której brałam udział. No to, co ja tam robiłam i dlaczego powinnam tam w ogóle być?

Przetarłam oczy

Przetarłam oczy i otworzyłam je szeroko, gdy zobaczyłam tylu pasjonatów WordPressa! Co mnie z nimi łączyło? Platforma blogowa. Tylko. Dziś już wiem, że na tym się nie skończy, ale taki był rzeczywiście początek i przez chwilę zastanawiałam się, czy jestem właściwą osobą we właściwym miejscu.

Poziom profesjonalizmu i zaangażowania, a jednocześnie zwykła ludzka życzliwość i serdeczność (w końcu wszystkich nas łączy WordPressowanie) powodowały, że to miejsce i konferencja podobały mi się z każdą chwilą coraz bardziej.

Wszystko było doskonale zorganizowane i zgrane. Informacje przekazywane były jasno, sale oznakowane i w zasadzie nie było do czego się przyczepić. Program był podzielony na trzy ścieżki, każdy więc mógł znaleźć dla siebie coś ciekawego.

Prezentacje były na bardzo wysokim poziomie i z każdej można było wynieść coś dla siebie. Ja bardzo dużo wyniosłam, a efekty tego będziecie mogli (jeżeli będziecie mnie śledzić) obserwować stopniowo.

Korzystam z WordPressa na co dzień do prowadzenia mojej strony i stron moich klientów. To, jak wiele się w ciągu zaledwie dwóch dni nauczyłam, dowiedziałam i jak bardzo podniósł się poziom mojej świadomości w zakresie obsługi tej platformy to jeden z powodów, dla których uważam, że dobrze, że tam byłam, choć oczywiście nie jest jedyny.

Nowe inspiracje

Praca copywritera ma to do siebie, że wykonywana jest raczej w samotności. Natomiast nic tak nie pobudza mózgu, jak drugi człowiek. Spotkanie z taką liczbą pozytywnie zakręconych ludzi sprawiło, że mój osamotniony mózg po prostu buzował pomysłami.

Prelegenci bardzo często w swoich prezentacjach odwoływali się też do własnych doświadczeń. Opowiadali o swojej drodze do miejsca, w którym są teraz, dzielili się sukcesami i popełnianymi błędami. To niesamowite, jak wiele z takich spotkań można wziąć dla siebie. Niektóre wystąpienia były dla mnie wręcz odkrywcze, a inne potwierdzały moje intuicje, nieśmiałe plany i pomysły, które gdzieś kiedyś chciałam wdrożyć, ale coś mnie blokowało. Gdy słyszałam, że ktoś w odniesieniu do swoich pomysłów miał podobne obawy, ale je po prostu pokonał, to od razu pomyślałam: „czemu by nie! też je pokonam!”.

I właśnie jestem w trakcie pracy nad nowymi projektami, które w mojej duszy grają już od roku, a strach nie pozwalał im ujrzeć światła dziennego. Jakie to projekty? Na razie nie zdradzę 😉 Mogę tylko powiedzieć, że będzie się działo.

Było też kilka prelekcji, które dla mnie bezpośrednio były przydatne – jak pisać dobre treści, jak rozmawiać z klientami o pieniądzach, jak zgodnie z prawem korzystać ze zdjęć i treści w social media. Co ciekawe, tematy około WordPressowe i związane ściśle z platformą też były niezwykle interesujące i bardzo mnie zainspirowały do pewnych działań.

Nowe doświadczenia

Pojechałam na WordCamp sama. Samiuteńka. Nie dość, że pierwszy raz brałam udział w takiej konferencji, nikogo na miejscu nie znałam, to jeszcze wybrałam się tam samotnie 🙂 To była doskonała decyzja! Wyjście z kołczingowej strefy komfortu i to od razu na całego. Nie miałam szans, by zaszyć się gdzieś w pobliżu bliskiej osoby i zamknąć na nią w poczuciu bezpieczeństwa. Pewnie trochę by mnie to ograniczyło i miałabym z wyjazdu nieco mniej doświadczeń. Pewnie skupiłabym się wyłącznie na wystąpieniach, a tak trzeba było też nawiązać relacje 😉 . I nie żałuję! Poznałam super ludzi, z którymi można było pogadać nie tylko o WordPressie czy pracy w sieci, ale dosłownie o wszystkim. Oczywiście, tematy branżowe dominowały, ale i tu wymiana doświadczeń (trafili mi się głównie koderzy 😉 ) i opowiadanie o swoich zajęciach było niesamowicie inspirujące, energetyzujące i dodające skrzydeł.

Co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło, każda osoba z którą miałam przyjemność porozmawiać była mi obca przez pierwsze 2 minuty rozmowy. Na spotkaniu panował jakiś taki klimat i taka niesamowita aura, że bardzo szybko i łatwo można było nawiązać ze sobą kontakt i po kilku minutach miało się wrażenie, że zna się tą osobę już od dawna.

Możliwe, że to dla mnie jest takie niezwykłe, bo od pewnego czasu trochę „zdziczałam”, ale to jest właśnie to, czym chciałam się podzielić, moje własne doświadczenia.

Konferencja, poznani tam ludzie, podejmowane w czasie prelekcji tematy, to wszystko pozwoliło mi też poszerzyć horyzonty, spojrzeć na pewne tematy, którymi wcześniej pewnie nawet bym się nie zainteresowała, zmienić tok myślenia, przekierować nieco moje działanie. Taka zmiana optyki to nie tylko szansa dla mnie na wewnętrzne wzbogacenie, ale również wzbogacenie mojego warsztatu, więc jest tu kolejna korzyść.

… i trochę prywaty 🙂

Lublin znam i kocham od lat. Mam tam przyjaciół, a teraz też i nowych znajomych. Pobyt w tym mieście pozwolił mi też na pozakonferencyjne spotkania. Wypiłam kawę z przyjaciółkami, których od ponad roku nie widziałam i miałam przyjemność osobiście poznać osobę, z którą od jakiegoś czasu znałam się wyłącznie fejsbukowo. Fajna sprawa! Polecam 🙂

WordCamp Lublin

Podsumowując, choć lubię swoją pracę i związany z nią styl życia, to taka odmiana od czasu do czasu jest niezwykle ważna. Odkryłam, że zaczynałam się już nieco kisić we własnym sosie, czego nie da się zobaczyć, dopóki nie otworzy się garnka. Dostałam zastrzyk energii, do głowy wpadło milion pomysłów i do samej emerytury będę chyba zajęta 🙂 Ale na nowo mi się chce (choć nigdy nie przestało, teraz chce mi się po prostu bardziej i inaczej), poszerzyły mi się horyzonty i wyszłam z pudełka, w którym nieświadomie siedziałam. Dlatego każdemu takie doświadczenie polecam.

Mam nadzieję, że za rok będę mogła znów na WordCamp zawitać 🙂

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: